Zamknięcie tygodnia pracy.

Tym razem trasę biegową rozpocząłem od Kobierzyc. Odstawiłem Akrobatkę na zajęcia, przebrałem się w samochodzie i pobiegłem.

Od kilku dni pogoda jest bardzo uciążliwa. Wieje, pada deszcz, pogoda pod psem, a i jego na podwórko bym nie wygonił. Znalazłem niszę, okienko pogodowe i wybrałem się w podróż. Kierunek Partynice, torowisko i powrót tam gdzie zostawiłem samochód.

Na co dzień biegając po wsiach, zapominam o tym że w mieście gęsto od świateł, i nie chodzi o latarnie. Kilka razy musiałem oczekiwać zielonego światła. Ruch samochodowy na Bielanach, charakteryzuje się małą „przebiegalnością”. Znaczy przebiec można w każdym miejscu … ale najpewniej będzie to ostatni bieg na ziemi. Kolejny to ten w kierunku światła.

Odświeżyłem sobie trasę, pieszo rowerową, niedawno wybudowaną wzdłuż Karkonoskiej. Trasa zyskała na walorach artystycznych, dzięki kilku wybitnym artystom ozdabiających mury, jak i naukowe. Na trasie można prowadzić szkolenie, o trujących pierwiastkach, których źródłem są porozrzucane śmieci. Niejeden chemik znalazł by tam szczęście, bo z drowie … z pewnością nie.

Trasa, kiedy już „odbija” od głównej drogi, staje się kompletnie ciemna. Na szczęście bieganie po asfalcie nie wymaga znajomości topografii terenu.

Powrót koło jednej z restauracji szybkiej obsługi. Zachęcająco machała do mnie pazurem. Z trasy na jedzenie do restauracji jeszcze nie próbowałem (co nie oznacza że nie próbowałem innych źródeł). Czas podjąć poważne przygotowania do półmaratonu. Peppa pomogła mi dziś ogarnąć kilka ćwiczeń demaskujących brak siły i rozciągnięcia.