Panas zakończony lepiej niż się spodziewałem.

Good Morning My Neighbors!!! Tak zaczął się mój dzień. Pogoda zdecydowanie dopisywała zapowiadał się piękny słoneczny, lecz nie upalny dzień.

Na Panas-a niestety nie udało mi się pojechać z Michałem, choroba zmusiła go do pozostania w domu. W ostatniej chwili udało mi się zaprosić po sąsiedzku Adriana.

Dobrze dzięki temu nie musiałem zaczynać i kończyć sam. To że w trakcie biegu drogi nam się rozejdą spodziewałem się. Trudno z kimś z kim biegnie się pierwszy raz utrzymać podobne tempo. Jednak nie ma co ukrywać kilka porad doświadczonego biegacza okazały się być bezcenne.

Kluby sportowe w Sobótce mają duże doświadczenie w organizowaniu imprez sportowych i pokazali to w całej okazałości. Nie zauważyłem żadnych uchybień.

Start biegu z rynku i podbieg tuż za zakrętem. Zgadzało się to z przewodnikiem po biegach organizowanych w Sobótce. Oczywiście to co zobaczyłem na zdjęciach nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia, bo i czemu by miało.

To dopiero na miejscu, na własne oczy widząc to co mnie czeka, i to w niewielkim wycinku trochę mnie otrzeźwiło.

Bieg wyłącznie po asfalcie, zdecydowanie długie podbiegu krótsze, ale strome zbiegi. Adrian ostrzegł mnie żebym był ostrożny przy wbieganiu i nie spalał się szybkim biegiem, z kolei przy zbieganiu miałem uważać na wytrącanie się kwasu mlekowego.

Postąpiłem zgodnie ze wskazówkami, pobiegłem ostrożnie, to właśnie pozwoliło mi nie spalić się już na początku. Zachowałem siły, nie do przyspieszenia, ale dzięki temu nie odpadłem przed metą. A mimo że było na koniec z góry, to tak jakby było pod górę.

Jeśli tylko będę miał szansę pobiegnę w Panasie jeszcze raz. Kto nie przebiegł półmaratonu w Sobótce ten nie wie co to półmaraton ?