Jest taki bieg, gdzie możesz zostać boleśnie ukąszony, gdzie dziki zwierz czyha na ofiarę, a zebra pasie się koło kangura. Bieg gdzie natura, naturalnie spotyka się z gadem i płazem a obok pasą się motyle Pampalini łowca zwierząt poluje na nosorożce a Admusen zdobywa wybieg dla pingwinów – Wrocławskie ZOO.

Ponad 1 000 osób wzięło udział w tym wydarzeniu biegowym, tocząc walkę ze sobą i wąskimi przestrzeniami, na trasie po ZOO i poza ZOO. Udział w tym s-pędzie wzięliśmy udział z Aleksem, czyli biegliśmy z wózkiem.

Bieg pozytywny z uwagi na osoby z którymi biegłem czy spotkałem się na miejscu. Trasa okazała się być – niezwykła. Z pewnością nie gotowa do jazdy wózkiem. Biegliśmy po położonych płotach, krawężnikach, niezwykle ostre zakręty, wąskie ścieżki skutecznie zwalniały nie tylko nas ale również innych biegaczy. Rodziło to wiele nieporozumień i nerwów – a po co – to przecież bieg charytatywny, powinniśmy się weselić 😊
To nie był bieg, podczas którego można było pobijać rekord prędkości, nie mieliśmy szans na szybkie sprinty … a może 😊 ? Może jeszcze kiedyś uda się pobiec w ZOO Wrocławskim, bieg z roku na rok jest coraz mniej „okupowany”. Ceny również odstraszają do kupowania koszulek.
