Taki mamy klimat -4 C to jeszcze nie tragedia. Małe 10 kilometrów poniżej zera jak się okazuje może śmiało zastąpić proces mumifikacji … nic mnie nie bolało, przed, w trakcie i po w trakcie. Śnieżna mumia. Warunki miejscami bardzo niewdzięczne ponieważ część trasy nie zaznała obecności pługa śnieżnego. W częściach odśnieżonych, czyli na lotnisku jak rzadko, nie wiało w twarz. No szczęście niepojęte.

Lampka czołowa przestała działać zaraz za pierwszym zakrętem, znaczy biegnę brajlem, ja nie widzę nic, ale mnie widzą wszyscy. Zestaw szelek poprawia bezpieczeństwo, można jednak wywalić się na lodzie czy potknąć na jakiejś dziurze.

Dzień zapowiadał się wspaniale poranne mgły, biel świeżego śniegu na drzewach na tle wschodu słońca. Zaplanowałem przetestowanie rękawiczek, które zakupiłem na 30 km w górach. Sprawdziły się, dzięki temu że nie mają palców, nie zagotowałem się w nich, czego się spodziewałem po teście rękawiczek z DCL. Może to być jeden z nielicznych zakupów na Aliexpress jakie mi się udały.

Bieganie w butach sportowych po lodzie jest bardzo wymagające, straciłem na trasie ponad 3 minuty tylko dlatego że musiałem zwalniać kiedy wbiegałem na lód.

A może dziś bieg w kierunku ATM i Topacza. Jeśli tylko okaże się że synek pójdzie o odpowiedniej godzinie spać.