Zastanawiałem się nad nazwą dla biegów o jakich chcę napisać. Z oczywistych powodów przyszło mi na myśl że są to biegi nocne, z pewnością nie są …

Ale trudno pisać inaczej o biegu jaki odbywa się w porze wieczornej w zupełnych ciemnościach. To ciekawe i wcześniej nie zwracałem na to uwagi, kiedy słońce zachodzi w porze letniej, robi to stopniowo. Skrada się, powoli przyzwyczaja nas do tego że już za chwilę, za kilka minut, ale jeszcze nie teraz, zajdzie i zrobi się ciemno.

Kilka dni września udowodniło mi że jest jeszcze jedno oblicze słońca. Zachodzi szybko, jakby niespodziewanie. Zupełnie jakby śpieszyło się, ustępowało mocom nocy, a rydwan go przewożący śpieszy się zanim … no właśnie.

Pierwsze dwa biegi były ciekawe i pouczające. Startowałem w dobrych warunkach widoczności, było oczywiście jasno, są jeszcze ciepłe dni nie ma potrzeby ubierać długich spodni. Okazało się że nie mam wyjścia jedyne suche to właśnie te.

Chcąc nie chcąc, pobiegłem, jakież było moje zdziwienie kiedy w chwili wokół mnie zrobiło się ciemno. A do przebiegnięcia odcinek po ulicy.

Bieganie w takich warunkach, będąc jednocześnie uczestnikiem ruchu drogowego to niepotrzebne kuszenie losu. Nadzieja że kierowca w porę Cię zauważy. Zdarza mi się wyjeżdżać na długie trasy, bardzo nie lubię takich sytuacji kiedy pieszy nosi czarne ubranie, bez jakichkolwiek odblasków czy oświetlenia.

Kolejne biegi odbyłem z lampkami, odblaskami. Może jeszcze nie jak choinka bożonarodzeniowa, ale jesienny trend już rozpoczęty.