To nie było „olbrzymie bydle” ?
Bardzo ciekawy dziś miałem bieg. Dzień musiałem zaplanować biorąc pod uwagę pracę, urlop, chęć biegania oraz Halkę, którą musiałem zawieźć odebrać i przewieźć na akrobatykę.
Już jesień, pełną gębą. Liście barwy wszelakiej od krwistych czerwieni przez żółte słońcem barwione, po już starsze brązowe doświadczone przez niskie temperatury, masowo spadają z drzew. Jeszcze nie było dużych przymrozków ale czuć w powietrzu nadchodzącą zimę. Czy będzie śnieg tego nie wie nikt, ale już pada deszcz. Trafiłem w moment kiedy nie padało zbyt mocno. Nie miałem jeszcze okazji marznąć w jesiennym deszczu … nie, no miałem – ale te biegi organizowane były w ramach zawodów, jak pamiętam w Brzegu i Siechnicach ?
W moich butach, nowych, drogich przebiegłem dystans około 13 km. Okazuję się że nie psuje sobie palców, ale stopy ocieram maksymalnie jak się tylko da. Czy to skarpety wymagają wymiany, czy powinienem ubrać sandały ?
To tylko dygresja nie jestem zadowolony z tych butów. Mają bardzo dobrą amortyzację, czuję jednak że aby dobrać właściwe powinienem spędzić więcej czasu na sprawdzenie moich potrzeb, możliwości.
Wracając do tematu, przebiegłem dziś w lekkim deszczu kilka kilometrów moją stałą trasą w kierunku Biestrzykowic. Trasa w większości prowadzi po asfalcie, wąską drogą na której nie rozminą się dwa samochody. Jeśli samochody trafiają jeszcze na biegnącego (mnie np.), spacerowicza, mordercę (bo to straszna preria), zatrzymują się i jeden podejmuje szaleńczą misję przedarcia się. Biegnę między polami kukurydzy, buraków, wcześniej soi.

Przebiegam również między domami. W tych obszarach często spotykam się z autochtonami oraz ich zwierzętami. Są to najczęściej psy, koty (innych nie widziałem). Nie licząc kotów, psy – jeśli nie są na smyczy, są uwięzione za wysokim ogrodzeniem, za którym mogą udowadniać swoje bohaterstwo. Robią to ujadając i biegnąc za mną, puki ogrodzenie na to pozwoli. Każdy kto doświadczył takiej sytuacji wie, pierwszy raz jest to nie miłe, pies potrafi wystraszyć. Później nie robi na mnie większego wrażenia.
Dziś przeżyłem pozytywny horror, każdego biegnącego PIES POZA OGRODZENIEM.
Ciekawe doświadczenie, biegłem akurat w miejscu, które pozwala mi zwiększyć dystans oraz omijam „kocie łby” coś w rodzaju kostki brukowej, bardzo nierówny teren. Przebiegnięcie po tych kamieniach powoduje znaczący ból stawów skokowych ? z pewnością go zapowiada.
Wydłużam trasę, biegnę po ulicy poboczem. Ryzykowny temat. Dziś biegnąc w tym miejscu

… coś poczułem, jakbym zahaczył albo wypadło mi coś ze spodni. Kiedy się obróciłem, a cały czas byłem w biegu, zobaczyłem psa który skacze mi na nogę. Hmmm, zatrzymałem się gwałtownie, to z kolei spowodowało zatrzymanie psa. Czarny, czarny od stóp … znaczy łap do samych uszu. Sięgał mi ponad kolana stojąc na czterech łapach. Odwróciłem się do diabła odruchowo. Pies z pozycji jestem wystraszony i będę się bronił, zmienił pozycję na strasznie się boję. Skulił się na poboczu czym mnie kupił. Cała sytuacja, wszystkie emocje trwają kilka dosłownie sekund.
Spróbowałem pobiec dalej, a mój towarzysz podjął bieg razem ze mną. Super, to wspaniałe mieć kompana do biegania, który w trakcie biegu nie zadaje pytań, cieszy się ? wali do przodu.
Nie mogłem jednak tego zrobić, przeszło mi przez myśl, że pobiegniemy razem, jak będę wracał to odstawię go, nie zrealizowałem tego planu.
Suczka była młodziutka, wyczesana, z obrożą. Oznaczało to że wyraźnie ma kogoś kto o nią dba. Bardzo młoda co tłumaczyło chęć zabawy i obecność w tym miejscu. I właśnie to miejsce okazało się najbardziej przerażające. Ona przebiegła dwa pasy ruchliwej drogi żeby się ze mną pobawić. Postanowiłem ją odprowadzić. Do teraz nie wiem czy domofon zadziałał. Na terenie otwartej posesji pojawiła się pani dziękując za odprowadzenie psa. Hahhaah cieszę się że dobrze trafiłem (znaczy do właściwego domu, i Pani wiedziała o co chodzi i suczka czuła się jak u siebie), a co ważniejsze nie wpadła pod auto, sporo tych samochodów mijało mnie. Kierowcy zachowali ostrożność DZIĘKI ?
