Narty jak na razie nie są potrzebne

Sypneło jak poeta stwierdził „jak kozie z d…y”. Niewielka warstwa śniegu powodująca na ulicach apokalipsę, utrudnienia nie spotykane nawet w NY.

No nie, nie tym razem. Jeśli akcje odśnieżania były konieczne to na bardzo małym obszarze. Ulice, po których biegłem nie wymagały jakichkolwiek interwencji, było w ręcz sucho.

Nie można tego powiedzieć o innych częściach trasy – poza asfaltem. Miałem okazję zrobić dość duże okrążenie. Celowo stworzyłem pętlę. Biegłem chwilami po lesie (pod basem na ślęży), błotnistych ścieżkach. Nić przyjemnego.

Ciężko  biega się po błocie. Ta część trasy, gdzie mam do czynienia z kepiskiem, gliną inną ziemią ? jest bardzo trudna, buty ślizgają się łatwo o kontuzję. Miałem małą próbkę lodu na asfalcie, może być równie niebezpieczny.

Dziś przebiegłem 22 km. Dla mnie jest to najlepszy test covid –  19. Zadyszki nie miałem, ale też jej nie prowokowałem. Zdecydowałem o tym żeby zintensyfikować biegi.