Pochmurno, zimno … nie ma takiego słowa
Dziś zimno, jak to w zimie, ale również ciemno. Niby o tej porze roku, o tej godzinie dnia inaczej nie będzie. Zaskakujące jednak jak wygląda świat kiedy jedyne źródło światła to moja czołówka i autostrada.
Po biegu wspomniałem Eli, że czuję się doskonale. Nie zmęczyłem się. Mogłem jak sądzę dać więcej mocy. Następnym razem właśnie tak zrobię, tak powinien generalnie wyglądać dystans na km. Maraton trochę mi się oddalił, zastanawiające jak Żanklod się zachowa, Elka straszy mnie że i tym razem będzie potrzebowała urlopu od najbliższych ?
Biegłem w kompletnych ciemnościach, jak wypadało na asfalt to po prostym ślepy by pobiegł. Kiedy wpadałem w część rozjeżdżoną przez samochody, cóż … baletnica. Muszę zwolnić, wybierać trasę, wierzyć swoim instynktom. Fakt, w takich sytuacjach pozwalam sobie biec, w części wybierając świadomie, w części sprawdzając czy stawy sobie poradzą.
Zaleczyłem plecy, czuję się lepiej. Zimno mi nie służy, prezent od Eli przydaje się w 100 %. Bluza chroni mnie przed mrozem, ma kaptur w godzinę „W” mogę go założyć. Zdecydowanie trafiony prezent, który w trasie po wielokroć przypomina mi o …
Tak więc biegłem w ciemności, ale bez buraków. Spóźnione żniwa buraczane też mają granice. Na lotnisku co ciekawe wiało w przeciwnym kierunku, jakby zaganiając mnie do domu. Lubię, kiedy jest z góry kiedy wracam do bazy.
Jak sądzę pogoda na lotnisku zwiastuje zmianę temperatury, okażę się.
Zdjęcie z niebem, to fotka z trasy do Będzina, mój start 🙂
